moczerski3n.jpg

Teksty europejskich partnerów | Projekt "Reshaping 1989"

Zaktualizowano: 10 lut

Prezentujemy teksty naszych europejskich partnerów, które powstały przy współudziale Fundacji w międzynarodowej kampanii internetowej #reshaping1989, która jest częścią projektu: „Reshaping the Image of Democratic Revolutions 1989: European Contemporary Perspectives and Forgotten Lessons from the Past”- „Nowe spojrzenie na obraz rewolucji demokratycznych roku 1989: współczesne perspektywy europejskie i zapomniane lekcje z przeszłość”. Więcej o projekcie w naszym poprzednim poście!



Co się stało z murem berlińskim?

Jako pozostałości historyczne mierzące około 3,60 m i ważące 2,6 tony elementy muru mają wyjątkowy związek z Berlinem. Jednak z tej bariery o pierwotnej długości 160 km w stolicy Niemiec nadal znajduje się jedynie kilkaset metrów. Najdłuższy spójny i zachowany odcinek muru liczy zaledwie 212 m. Nasuwa się więc pytanie: co stało się z resztą?

Początkowo zburzenie „muru hańby” traktowano jako akt wyzwolenia od monumentalnego symbolu ucisku i bolesnej segregacji narzuconej przez komunistyczne władze. Proaktywne burzenie muru przez ludność i następujące po nim oficjalne usunięcie zorganizowane przez państwo opierało się na konsensusie, że znienawidzona betonowa konstrukcja w środku Berlina musi zniknąć tak szybko, jak to możliwe.

Równocześnie berlińczycy i goście nowo zjednoczonego miasta zaczęli dość energicznie wyłuskiwać fragmenty muru, aby zdobyć kawałek „historycznego świadectwa”. Ci tak zwani „dziobacze muru” przybywali z różnych powodów. Byli wśród nich ludzie polujący na pamiątki, zawodowi handlarze, którzy zaczęli sprzedawać małe kawałki budowli w kilka godzin po otwarciu granicy, oraz ci, którzy osobiście doświadczyli jego upadku. Zabierając kawałek muru, otrzymywali namacalną, zmaterializowaną pamięć o rewolucji, która właśnie się dokonała.


East Side Gallery. Photo: Kapitel/ Wikimedia /CC0.




Rumunia: dzień, który zmienił wszystko

Późnym rankiem 21 grudnia z dachu budynku Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Rumunii odleciał helikopter, zabierając prezydenta Nicolae Ceaușescu i jego żonę w nieznane miejsce. Za sobą zostawili 100-tysięczny tłum protestujących, z kilkuset osobami wchodzącymi do budynku.

Wcześniej tego ranka zgromadzili się oni na placu, jak zwykle wysłani przez fabryki i instytucje Bukaresztu, aby służyć jako publiczność dla przemówienia przywódcy. Tydzień po krwawej rewolcie w zachodnim mieście Timisoara, Ceausescu mówił o podniesieniu płac w kraju, który przez większość lat 80. borykał się z poważnymi brakami żywności i elektryczności, a także z ograniczeniem praw obywatelskich. W pewnym momencie podczas przemówienia ludzie zaczęli krzyczeć, a kamery telewizyjne pokazały jego zaskoczone spojrzenie. Po dekadach kultu jednostki przyzwyczajony do bycia adorowanym Ceaușescu był zszokowany i próbował uspokoić coraz bardziej niespokojny tłum.

Po jego wyjściu budynek został zajęty przez protestujących, a na zewnątrz ludzie zaczęli skandować „Precz z dyktatorem!”. Tłum zalał główne bulwary, niosąc trójkolorowe flagi rumuńskie z usuniętym godłem komunistycznym. Wkrótce potem żołnierze z czołgów wojskowych strzelali do ludzi - był to początek krwawej jatki, która wstrząsnęła krajem, gdyż zaczęła być pokazywana w telewizji przejętej przez protestujących.

Media na całym świecie donosiły, że dwieście lat po rewolucji francuskiej Rumunia przeżywała prawdziwie rewolucyjne wyjście z dyktatury: ta rewolucja była transmitowana przez telewizję.

Autor: Gruia Badescu, CRIDL, Rumunia.


The Palace of the Parliament in Bucharest, Romania/ by Les Haines Free, CC BY 2.0.


Zmiany w Bułgarii

„Mamy mężów stanu, którzy nie mają państwa, jednostki bez twarzy, polityków bez polityki, sklepy, w których nic się nie sprzedaje, pisarzy, którzy nie piszą, wybory bez wolnego wyboru, sąd, który został skazany, kradzież pod pozorem przywilejów i przywileje, które są uważane za kradzież, mamy też mecze, których wynik jest znany przed rozpoczęciem, i przestępstwa, które są ścigane, zanim zostaną popełnione.” Tymi słowami bułgarski pisarz i dziennikarz Georgi Markow opisywał komunistyczny reżim Todora Żiwkowa w swoich esejach pt. „Reportaże in absentia”.

Po tym, jak jego książki i sztuki zostały zakazane w Sofii, Markow wyemigrował do Londynu, gdzie od początku lat 70. pracował dla BBC i nadawał swoje eseje w radiu Wolna Europa. W 1978 roku został ranny na moście Waterloo w zbrodni, która stała się znana jako „bułgarski parasol”. 7 września, w dniu urodzin komunistycznego przywódcy Todora Żiwkowa, nieznany napastnik ukłuł kontrowersyjnego dziennikarza w nogę czubkiem parasola. Cztery dni później Georgij Markow zmarł na skutek zatrucia rycyną. Bułgarska prokuratura zamknęła śledztwo w sprawie zabójstwa w 2013 roku, uznając, że od morderstwa upłynęło zbyt wiele czasu. 32 lata po upadku reżimu komunistycznego eseje Georgi Markowa nadal nie znalazły należnego im miejsca w bułgarskich podręcznikach.

Ta historia jest symbolicznym przykładem tego, jak Bułgaria radzi sobie z własną przeszłością, zwłaszcza jeśli chodzi o lata 1944–1989 rokiem. Kraj potwierdził swoją lojalność wobec ZSRR, przystępując do Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (1948) i Układu Warszawskiego (1955). Najdłużej u władzy pozostawał Todor Żiwkow, który popierał ZSRR, a nawet zaproponował Chruszczowowi na początku lat 60. przyłączenie Bułgarii do Związku Radzieckiego jako jego szesnastej republiki.

Dzień po upadku muru berlińskiego, 10 listopada 1989 r., Komitet Centralny Bułgarskiej Partii Komunistycznej przegłosował dymisję Żiwkowa w sprowokowanym przez samą partię komunistyczną puczu, a władzę przejął były minister spraw zagranicznych Petyr Mładenow. Demokratyczne protesty, które odbyły się w poprzednich miesiącach i zostały zorganizowane przez reformatorski ruch „Ekogłasnost” z żądaniem czystszego powietrza w mieście Ruse, były teraz oficjalnie dozwolone. W większości dużych miast demonstranci domagali się zniesienia artykułu 1 konstytucji, który dawał władzę partii komunistycznej we wszystkich aspektach życia.

Mładenow został zapamiętany w najnowszej historii Bułgarii z uwagi na jego uwagę, że „najlepiej, żeby przyjechały czołgi”, którą wypowiedział podczas demokratycznego protestu w Sofii 14 grudnia 1989 r. Czołgi jednak nie przyjechały a ludzie nie wyszli na ulice. Kilka dni później Bułgarzy byli świadkami krwawego upadku Nicolae Ceaușescu w sąsiedniej Rumunii, ale podobny scenariusz okazał się niemożliwy na rodzimej scenie politycznej, gdzie znaczna część ludzi była zaskoczona nagłą zmianą politycznego przywództwa.

Pomimo braku interwencji wojskowej w 1989 roku, transformacja w Bułgarii w latach 90. obfitowała w dramatyczne wydarzenia. Przestępcy rządzili na ulicach, a korupcja zdominowała proces prywatyzacji. W roku 1996 były premier Andriej Łukanow został publicznie zamordowany. Fabryki zostały rozdane wybranym nielicznym za symbolicznego 1 lewa. Roczna inflacja osiągnęła 310%. Dziewiętnaście banków zbankrutowało, a ludzie stracili oszczędności życia wraz z kryzysem w zakresie bezpieczeństwa i porządku, które od dawna zapewniał im komunizm. Demokracji towarzyszyła średnia miesięczna pensja w wysokości odpowiadającej 5 dolarom i częste zamieszki na ulicach. Na początku 1997 roku kryzys finansowy i polityczny doprowadził do masowych protestów i okupacji budynku parlamentu w dniu 10 stycznia. Deputowani zostali szybko ewakuowani, natomiast protestujący wciąż wchodzili do budynku i demolowali jego wnętrze.

Transformacja wywarła znaczący wpływ na społeczeństwo bułgarskie, a obywatele wciąż nie są pewni, czy rzeczywiście dobiegła końca. Temat ten zajmuje przestrzeń debaty publicznej co roku w okolicach 10 listopada, kiedy to Żiwkow został zmuszony przez swoich partyjnych towarzyszy do rezygnacji. Tymczasem zbrodnie totalitarnej władzy nie zostały jeszcze osądzone, a wiele aspektów okresu sprzed 1989 roku wciąż pozostaje bez społecznego i politycznego konsensusu. Dziesiątki lat po tak zwanych „przemianach” kwestia rozliczenia się z przeszłością wciąż ma dla bułgarskich elit politycznych znaczenie drugorzędne.

Choć w 1996 roku Sąd Najwyższy uchylił część wyroków tzw. Sądu Ludowego, które legitymizowały zabójstwa polityczne od grudnia 1944 do kwietnia 1945 roku, wyroki te nie są dobrze wyjaśnione w podręcznikach historii, a niektóre nawet o nich nie wspominają. W 2019 roku, 30 lat po przemianach demokratycznych, okres komunistyczny stał się przyczyną dyskusji na temat zmiany treści podręczników do historii na dwa miesiące przed rozpoczęciem roku szkolnego. Jednym z kontrowersyjnych twierdzeń było to, że „styl rządzenia Todora Żiwkowa był umiarkowany i bez poważnych represji”.

Etniczni Turcy w Bułgarii z pewnością nie zgodziliby się z tym twierdzeniem. Program asymilacji etnicznej ludności tureckiej wprowadzony przez Todora Żiwkowa w 1984 roku był mechanizmem masowych represji, w ramach którego ludzie byli zmuszani do zmiany swoich tureckich nazwisk na słowiańskie. W wyniku przymusowej bułgaryzacji pod koniec lat 80. z Bułgarii wyjechało około 350 tys. Turków.

Kolejna kwestia, która wywołuje napięcia społeczne to upamiętnienie ofiar politycznych z wyspy Belene. W latach 1949–1959 znajdował się tam obóz dla politycznych przeciwników reżimu. Około 80% wysłanych do obozu nigdy nie zostało oficjalnie skazanych za żadne przestępstwo, a w sumie w obozie przebywało około 15 tys. osób. Władze państwowe nie wykazują żadnego zainteresowania takimi obchodami.

Podczas gdy analitycy polityczni odnotowują kolejny rok w procesie transformacji, niektóre z tak zwanych „dzieci transformacji” mają już własne potomstwo, ale nadal w większości nie są świadomi wydarzeń sprzed 10 listopada 1989 r. Wyniki badań socjologicznych wskazują, że 94% młodych ludzi w wieku 16– 30 lat prawie nic nie wie o tamtym okresie bułgarskiej historii.

Podobnie jak w innych przypadkach, stosunek do przeszłości w Bułgarii zależy od tego, kto jest u władzy. Najlepiej widać to przy okazji takich rocznic jak 10 listopada. Wydaje się, że dopóki społeczeństwo będzie podzielone dyskusje na temat programu nauczania historii będą się toczyć na płaszczyźnie politycznej, a nie naukowej. Dla „dzieci transformacji” Żiwkow jest jedynie postacią z rapowej piosenki opartej na fragmentach jego wypowiedzi. W pewnym sensie kwestia ta jest już zamknięta zanim jeszcze została otwarta.

Autor: Documenta Zagreb


Party House, Sofia, Bulgaria/ by Alex Alishevskikh, Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0.


Grecja w obliczu emigracji po roku 1989

W latach 80. i na początku lat 90. Grecja była krajem rozwiniętym gospodarczo oferującym wysokie zarobki i stabilność społeczno-polityczną. Dzięki temu, a także dzięki swojemu położeniu geograficznemu, które umożliwia łatwy dostęp do krajów sąsiednich drogą lądową i morską, Grecja stała się dla emigrantów najbardziej atrakcyjnym krajem w regionie.

Zburzenie muru berlińskiego, wraz z upadkiem reżimów komunistycznych i rozpadem Związku Radzieckiego w 1991 roku, spowodował ogromny napływ emigrantów. Stał się on jeszcze większy, gdy w kwietniu 1992 roku greckie granice otworzyły się dla północnych Epirczyków z Albanii, co doprowadziło do ogromnego wzrostu liczby emigrantów (w 1993 roku Grecja przyjęła 150 tys. Albańczyków). Transformacja gospodarcza i polityczna w krajach żelaznej kurtyny doprowadziła też do wzrostu liczby emigrantów z Bułgarii i Rumunii.

Autor: United Societies of Balkan.





Dania w obliczu emigracji po roku 1989

„25 lat temu, 24 sierpnia 1991 r., Dania ponownie nawiązała stosunki dyplomatyczne z trzema krajami bałtyckimi. W ten sposób Dania stała się pierwszym krajem na świecie, który uczynił ten decydujący krok. Ale gdy tylko drzwi zostały otwarte, wiele innych krajów pospieszyło za nią.”

Cytat ten, choć dotyczy wydarzeń z roku 1991, dość dobrze ilustruje szczególne duńskie spojrzenie na upadek komunizmu. W 1989 roku niektórzy odczuwali w Danii niepokój w związku ze zjednoczeniem Niemiec, jej zdecydowanie największego sąsiada i kraju, który okupował Danię przez pięć lat podczas II wojny światowej.

Jednak do roku 1991 Dania nie tylko zaakceptowała zjednoczenie Niemiec i ich rosnącą rolę w Europie, ale także przyjęła rolę strony wspierającej na nowo cieszące się niepodległością kraje bałtyckie.

W dłuższej perspektywie wpływ roku 1989 był odczuwalny w Danii poprzez napływ ludzi z Europy Wschodniej, zwłaszcza obywateli Polski i krajów bałtyckich poszukujących pracy. Później, wojny związane z rozpadem Jugosławii doprowadziły do przybycia znacznej liczby uchodźców, w szczególności z Bośni i Hercegowiny.

Wszystkie te czynniki łączyło wyzwanie, jakie wydarzenia roku 1989 i ich konsekwencje stanowiły dla rekonfiguracji roli Danii zarówno w Europie, jak i na świecie.

Autorzy: Mirela Ismali Redzic i Klaus Bjerre.